Kim jestem i dlaczego założyłem PaceLab | PaceLab

Kim jestem i dlaczego założyłem PaceLab

Tomasz Dzięcioł

Tomasz Dzięcioł

Zawodnik, trener. Polak w Holandii. Specjalizuję się w bieganiu, duathlonie, triathlonie i kolarstwie. Trenuję od najmłodszych lat, prowadzę podopiecznych od 2022 roku.

🏃 Bieganie 🚴 Kolarstwo 🏅 Duathlon 🏊 Triathlon 🇳🇱 Holandia

Dziecko lat 90.

Pochodzę z Opolszczyzny, z małej wioski gdzie główną rozrywką było wyjście na dwór. Piłka nożna na łące, jazda na rowerze, ganiany, chowany, budowanie bazy gdzieś w krzakach. Zero telefonów, zero internetu – tylko świeże powietrze i nieograniczona wyobraźnia.

Jestem dzieckiem lat 90. Ruch był dla mnie naturalny, nie musiałem się do niego zmuszać. Po prostu tak wyglądało życie na wsi – codziennie na nogach, codziennie w ruchu.

Z czasem ta dziecięca energia przekształciła się w coś bardziej konkretnego. Bieganie – na równi z grą w piłkę to była moja ulubiona forma aktywności. Tyle że bieganie trenowałem na poważnie. Systematycznie, z planem, z celem.

Za czasów młodzika i juniora moim ulubionym dystansem było 1500 metrów. Szybkie, intensywne, wymagające taktyki. Trenowałem tak do około 17. roku życia, a później bieganie poszło w odstawkę – śmiercią naturalną, jak to często bywa. Priorytety się zmieniły, życie poszło w innym kierunku.

Ze sportu została piłka nożna z kumplami i rower. Ale to już nie był trening – to była zabawa.

Holandia – nowy rozdział

W wieku 24 lat postanowiłem wyjechać za granicę. Padło na Holandię – nie dlatego, że marzyłem o wiatrakach i serze, po prostu miałem tu znajomości. Kolega Mariusz pomógł mi znaleźć pracę w firmie, w której sam pracował. Perspektyw w Polsce w tamtych latach nie było za dużo, czasem życie samo wybiera kierunek.

I wtedy niestety zaczęła się przerwa od sportu. Nowy kraj, nowa praca, nowe życie – wszystko pochłaniało czas i energię.

Holenderski krajobraz - wiatraki i kanały

Holandia – mój dom od ponad 10 lat. Płasko, wietrznie, idealnie do kolarstwa.

Powrót – przez rower do triathlonu

Wróciłem do sportu w wieku 27 lat. Zaczęło się niewinnie – pół roku na siłowni. Ale siłownia nie dawała mi tego, czego szukałem. Chciałem zrzucić nadmiar kilogramów, zwłaszcza z brzucha, a hantle i maszyny jakoś nie działały.

Wtedy kupiłem swój pierwszy rower szosowy – Kross Vento 4.0. I to był strzał w dziesiątkę.

🚴 Obsesja na kołach

Pochłonęło mnie to tak mocno jak nic wcześniej. Każdą wolną chwilę poświęcałem na jazdę, równocześnie czytając i oglądając wszystko co się da o kolarstwie. Strefy treningowe, FTP, periodyzacja, pozycja na rowerze, aerodynamika, żywienie podczas jazdy – chłonąłem to jak gąbka. Analizowałem etapy Tour de France, oglądałem kanały o bike fittingu, czytałem o różnicach między kadensjami. Na szosie jeździłem dosłownie wszędzie – nawet w odwiedziny do znajomych wybierałem Vento zamiast samochodu, mimo sporej odległości. Po jakimś czasie okazało się, że mam ogromne predyspozycje wytrzymałościowe.

Pewnego dnia na wspólnym wypadzie nad wodę jeden z kolegów rzucił: „Tomek, może spróbuj triathlonu? Dużo jeździsz, biegać biegałeś, pływać się nauczysz. Na początek wystarczy żabka.”

Połączenie trzech dyscyplin w jednych zawodach? To mnie zaciekawiło. Nie zamierzałem nic wygrywać – zamierzałem tylko ukończyć i coś sobie udowodnić.

Powrót do biegania – szok

Wróciłem więc do biegania i tu mnie zaskoczyło – pierwszy bieg 10 km w 44 minuty, po tylu latach przerwy. Nogi pamiętały. O ostatni etap triathlonu przestałem się martwić.

Pływanie – inna bajka

Ale pływanie… tu niestety kompletnie inna historia. Nie potrafiłem pływać kraulem. Próbowałem i nic, totalny blok. Postanowiłem więc pierwsze zawody przepłynąć żabką – byle spróbować.

Mój pierwszy triathlon na dystansie średnim to była zbieranina ludzi z grupy na Facebooku „Polacy biegają w NL”. Był czas pandemii, w Holandii odwołali wszystkie oficjalne zawody, więc zorganizowaliśmy coś sami. 1.9 km pływania zajęło mi 1 godzinę 20 minut – żabką prezesa, z głową nad wodą przez cały dystans. Inne osoby, które robiły pełnego Ironmana, czekały aż skończę. Ale przepłynąłem. Piankę miałem, więc się nie utopiłem. A rower i bieg? Jakoś poszły.

Początki przygody z triathlonem

Początki – kiedy wszystko było nowe, trudne, ale niesamowicie ekscytujące.

Od żabki do mistrzostw świata

Pierwsze oficjalne zawody? Garmin Iron Triathlon w Radkowie. Cała rodzina pojechała ze mną. Piękne góry, super atmosfera. Jak poszło? Standard – pływanie ostatni żabką, rower super, bieg OK. Ale ten start coś we mnie odpalił. Od razu zapisałem się na Ironman Gdynia rok później.

Wykupiłem prywatne lekcje pływania, nauczyłem się w końcu pływać kraulem, wykupiłem też opiekę trenerską. Równolegle sam we własnym zakresie dowiadywałem się absolutnie wszystkiego. Wpadłem w obsesję – trzeba to nazwać po imieniu. Z której na szczęście już się wyleczyłem, aczkolwiek nałóg sportu nadal ze mną jest i będzie.

Po prostu kocham to robić.

Moja droga w skrócie

Lata 90.
Dzieciństwo na Opolszczyźnie
Piłka, rower, bieganie – ruch jako naturalny styl życia
Do 17. roku życia
Trening biegowy – 1500m
Systematyczny trening jako młodzik i junior
24 lata
Przeprowadzka do Holandii
Nowy kraj, przerwa od sportu
27 lat
Powrót przez kolarstwo
Kross Vento 4.0 i miłość od pierwszego pedałowania
Pierwszy triathlon
1:20 na pływaniu… żabką prezesa
Ale przepłynąłem i zaczęła się nowa pasja
Lata doświadczeń
4 pełne Ironmany i setki startów
Niezliczona ilość 1/2 i 1/4 IM, jazdy indywidualne na czas, biegi od 5 km do maratonów, a nawet bieg na 50 km
2024
11. miejsce Mistrzostwa Świata – Zofingen
Powerman Zofingen – najtrudniejszy duathlon na świecie (10 km biegu, 150 km roweru, 30 km biegu)
2025
5. miejsce Mistrzostwa Świata w duathlonie
Maraton 2:26, półmaraton 1:09 – i to jeszcze nie koniec

Dlaczego PaceLab?

Wszystko zaczęło się od poprowadzenia jednego ze znajomych do pełnego Ironmana – z sukcesem. Potem drogą kropelkową zaczęło dołączać coraz więcej osób i w pewnym momencie zorientowałem się, że to jest dokładnie to, co chcę robić.

Doświadczenie z młodości, doświadczenie ostatnich lat plus nieustająco zdobywana nowa wiedza – to fundament mojej działalności.

Traktuję podopiecznych jak coś więcej niż klientów. Zawiązanie relacji, choćby na minimalnym poziomie – to moja odpowiedź na gotowe schematy, traktowanie ludzi jak bankomat czy robienie czegoś na odpierdziel. Wiem, trenerów jest teraz jak grzybów po deszczu. Ale ja daję od siebie 100%.

Fascynuje mnie obserwowanie, jak ludzie przełamują swoje granice. Nie te na poziomie rekordów świata – te skryte głęboko w człowieku. Kiedy ktoś, kto rok temu ledwo przebiegł 5 km, kończy swój pierwszy półmaraton. Kiedy ktoś, kto bał się wody, przepływa swój pierwszy triathlon. To jest właśnie ta magia.

PACELAB

Skąd ta nazwa? Wpadła mi do głowy podczas treningu 3×5 km w tempie startowym.

PACE
tempo startowe
LAB
laboratorium – ciągłe eksperymentowanie i praca nad sobą

Co znajdziesz na tym blogu

To nie będzie suchy poradnik trenera – tabelki i plany możesz znaleźć wszędzie. Tu chcę dzielić się prawdziwymi historiami.

📝 Czego możesz się spodziewać:

🏁 Relacje z moich startów
👥 Sukcesy moich podopiecznych
💡 Ciekawostki treningowe i sportowe
🎯 Wspólna droga naszej społeczności
📖 Trochę z mojego życia
🔧 Sprzęt, który testuję

To taki trochę mój pamiętnik. Miejsce, gdzie mogę się zatrzymać i podzielić się tym, co przeżywam – jako zawodnik i jako trener.

Na koniec

Nie wiem, dokąd mnie ten blog zaprowadzi. Może stanie się miejscem inspiracji, może archiwum wspomnień – zobaczymy.

Jedno wiem na pewno: chcę pisać szczerze. Pokazać, że sport to nie tylko sukcesy i podium, ale też codzienna robota, wątpliwości i małe zwycięstwa, które widzi tylko ten, kto naprawdę trenuje.

Jeśli masz ochotę towarzyszyć – zapraszam.

Od żabki prezesa na 1:20 do mistrzostw świata. Jeśli ja mogłem, to Ty też możesz.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry